blog ani ani: Ziemia jest kobietą

 akcja, bukiet, fundacja MaMa, kamień, kwiat, matka, miłość, ocena, perwersja, pomoc, porwanie, próba, pycha, Rafaello, ratowanie, róża, śmierć małej Magdy, SMS, Sylwia Chutnik, szef, szok, wiadomość, Wisława Szymborska, wizerunek, wrażliwość, wściekłość, zdrada12.03.2012, Warszawa

  • Aniu, wspólniczko w rodzaju

Kwiatek dla Ewy – kto dziś to pamięta? Ja! Okropne PRL-owskie czczenie uchetanych kobiet. Tulipanem albo goździkiem, czasem parą rajstop, które trzeba było pokwitować w kasie, żeby w papierach wszystko się zgadzało. I jeszcze na dodatek babki, które nie dostały nieuspołecznionego kwiatka czuły się nieswojo – taki widomy znak, że nie ma się u boku faceta, co pamięta.

W pewnym momencie przestałyśmy obchodzić dzień kobiet jako komunistyczne święto. A ono jednak istnieje! 8 marca 2012 roku, na Facebooku było dużo życzeń – kobiety składały je kobietom, ale sporo było też wpisów mężczyzn. Ciągle potrzebujemy podkreślać wartość kobiecości, utwierdzać się w przekonaniu, że nie jesteśmy gorsze od facetów. Albo coraz częściej tarabanić w seksistowski bęben, że jesteśmy tym lepszym kawałkiem ludzkości, który wcześniej zszedł z drzewa.

Przy okazji marca i kolejnej Manify znowu głośniej słychać, że kobiety mniej zarabiają za tę samą pracę, że nie umieją się tak wspierać jak mężczyźni, że kiedy znajdą się na wysokim stanowisku nie pamiętają o trudnej drodze na szczyt i twierdzą, że nie miały żadnych problemów w karierze – po prostu były dobre.

A ja, tak szczerze mówiąc, nie wiem komu jest dzisiaj trudniej. I nie chce mi się już słuchać listy skarg i zażaleń, bo ożywia w moim wnętrzu kawałek o imieniu Pokrzywdzona. Jęczący i wkurzający się na przemian. Mający za złe i nie akceptujący, że inaczej przeżywam, myślę, na co innego zwracam uwagę, mam inną fizjologię i cele życiowe. Po ostatnim doświadczeniu z cyklu „Faceci to dranie” chyba jestem bardziej uważna na to, z kim się zadaję i po co. A i tak najważniejsze jest to, jak sama siebie traktuję i do jakiego stopnia akceptuję kobiecość. Start miałam kiepski. Pamiętam swoje myśli, że gdybym wiedziała, że jestem kobietą, odmówiłabym wyjścia z łona matki… I rozpaczliwą ochotę, żeby być kimś zupełnie innym. Często w metrze przypatrywałam się ludziom i myślałam, że może byłoby fajnie być dziewczyną w czerwonych kolczykach albo facetem z ciemną smugą zarostu na policzkach i zdecydowanym rysunkiem brody…

Teraz też przypatruję się ludziom, ale rzadko mam ochotę być innymi, nawet bardzo pięknymi, dziewczynami. Mniej zazdroszczę, że mają wszystko przed sobą, bardziej cieszę się, że ja mam już za sobą ból utraconych złudzeń i trudne dojście do zgody, że nie wszystko jest możliwe. Kiedyś wydawało mi się, że wszyscy mają lepiej ode mnie. Teraz częściej myślę: a może mają jakieś kłopoty? Są pokręcone emocjonalnie albo zwyczajnie głupie? Nie, wolę własny los. Nie chcę też być mężczyzną. Nie zazdroszczę im borykania się z konkurencją kobiet i nieumiejętnością stworzenia sensownego i satysfakcjonującego modelu swojej męskości, który nie będzie: żałosnym seksistą, pełnym fobii tradycjonalistą, kibolem, który musi mieć innego lub słabszego do flekowania, czy też bezradnym misiem pozwalającym kobietom żyć za siebie (mieszkającym do czterdziestki z mamusią). Czyżby wreszcie było mi ze sobą do twarzy? Pół wieku na zaakceptowanie oczywistej oczywistości? Dobrze, że w ogóle…

Anna Ławniczak, dziennikarka



mandala1-115.03.2012, Olecko

  • Aniu, której nic nie brakuje

Tylko o co to zamieszanie? Przy okazji nawoływań do równości, widzę coś przeciwnego – jak pogłębia się podział na KOBIETY i MĘŻCZYZN. Zawsze wtedy budzi się we mnie podejrzenie, że wcale nie o to chodzi, by polepszyć los kobiet. Lecz o to, by się pokłócić i dzięki konfliktowi izolować obie płcie od siebie. Izolować oczywiście w swojej głowie, nie widzieć co wspólne i co nas różni, czego nie będziemy mieć nawet, gdy zrobimy sobie operację zmiany płci.

Nie tylko chodzi o to, że mówiąc MY i ONI PRZECIWKO NAM, rządzi nami nienawiść i chęć pozbycia się swoich przywar, bo wtedy można je bezpiecznie umieścić w przeciwniku i walczyć z nimi w nim (wiem, nudna jestem, piszę to przy każdej okazji, ale mechanizm projekcji jest wszechobecny i moim zdaniem rządzi stosunkami międzyludzkimi).
Gdy mówimy ONI MAJĄ LEPIEJ, NIE POZWALAJĄ NAM MIEĆ TEGO, CO NAM SIĘ NALEŻY, ZABIERAJĄ NAM TO, nie tylko rządzi nami zawiść a własne zawistne uczucia widzimy w motywach ONYCH.

Gdy rozmawiam z kobietami, większość nie widzi problemu w nierówności płci. Nie czuje się wykorzystywana przez mężczyzn. Robi swoje i woli by mężczyźni też robili swoje. Nie oburza się na społeczne role i generowanie ich w procesie wychowania. Może moja większość to mniejszość, ale pozwolę sobie na niepopularną tezę. Walka o godność i szacunek, o prawo głosu i partnerskie traktowanie to prawo każdego człowieka, mężczyzny na równi z kobietą a problem z tym ma ten, kto utknął w fazie, gdy kształtowała się wolna wola i poczucie sprawczości. I to nie za sprawą ONYCH tylko ówczesnego opiekuna. Kobieta może wtedy swoją walkę z czasów, gdy była np. dwulatkiem, toczyć całe życie pod transparentem feminizmu. Oczywiście tym bardziej ochoczo, gdy „gnębicielem” był ojciec. A jeśli na dokładkę ojciec był autorytarnym tyranem nie znoszącym sprzeciwu a matka kładła uszy po sobie, dziewczynka w feminizmie odnajdzie słuszną drogę. Mężczyzna ma nieco gorzej;) bo mniej transparentów społecznie akceptowanych do wyboru. W dodatku, o ile kobiecie wolno walczyć o równość, jemu nie. Bo która mu pozwoli (z akceptacją, której żąda dla swych potrzeb) i gdzie znajdzie zrozumienie społeczne dla swojej niezaradności, wycofania z męskiej roli, nie przynoszenia do domu kasy i dla fiaska w zabezpieczaniu rodziny?

Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że kobiety mają brać goździk i siedzieć cicho. Chcę powiedzieć, że warto aby oddzielały emocje rodem z dzieciństwa i rodzinnego domu od zwyczajnego dochodzenia swoich praw – wtedy są mniej „histeryczne” i nie dają pożywki ONYM. I by dawały mężczyznom prawo do bycia kimś innym, niż one oczekują, czyli tego samego, czego chcą dla siebie.

Ale to wszystko nic wobec zazdrości o penisa:)
Czy wiesz, że w pewnym wieku jesteśmy przekonani o swojej równości? Niby dziewczynki mają sukienki i warkoczyki, chłopcy koparki i nie chodzą w różowym, ale tak poza tym to żadnych znaczących i niepokojących różnic! Dopóki nie zauważymy, że dziewczynki i chłopcy mają co innego w majtkach. Wtedy okazuje się, że chłopcy mają coś, czego nie mają dziewczynki. Oni mają a nam to zostało… odjęte? ucięte? nie wyrosło? I od tego momentu zaczyna się spiskowa teoria dziejów;) Tej teorii sprzyja ówczesne przekonanie, że dzieci rodzą się przez odbyt, który mają wszyscy, więc wszyscy mogą.
Problem w tym, że niektórzy w tym przekonaniu pozostają do końca życia. Kobiety, które za wszelką cenę chcą udowodnić, że jednak mają i to większego niż facet, i mężczyźni, którzy wywijają swoim przed kobietami w nadziei, że kobietom wobec tego oczywistego faktu, że MĘŻCZYŹNI SĄ LEPSI, BO NATURA IM DAŁA A KOBIETOM NIE, odechce się wszelkiej, zwłaszcza zagrażającej władzy mężczyzn, aktywności.
Obie strony zapominają, że to kobiety tylko rodzą dzieci, ale i, że jedni bez drugich tych dzieci mieć nie mogą. Że jedni bez drugich żyć nie mogą, bo tylko razem mogą stworzyć coś pełnego, wartościowego, co przetrwa ich samych. Goździk należy się jednym i drugim, równocześnie:)

Anna Lissewska, psychoterapeutka



Ten wpis został opublikowany w kategorii blog ani ani i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *