Smaller Default Larger

.

Złuszczanie kwasami AHA, BHA i PHA pomaga pozbyć się trądziku, likwiduje przebarwienia, wygładza zmarszczki i nawilża. To wspaniała kuracja odmładzająca, oczyszczająca i rozświetlająca skórę. Zapraszamy na odmładzające złuszczanie kwasami oraz mikrodermabrazję w pakietach. Teraz o połowę taniej. CUD PIĘKNOŚCI, WARSZAWA, UL. NARBUTTA 77. TEL. 505 702 127. PEŁNA OFERTA NA STRONIE www.cudpieknosci.pl

co nowego?

Owies ochładza

Owies ochładza

Czy ktoś zastanawiał się dlaczego konie karmiono owsem? Bo to najbogatsze i najbardziej energetyzujące...
Sposób na niestrawność

Sposób na niestrawność

Mieszanka świątecznych smakołyków to wyzwanie dla żołądka. Jeśli nie chcesz cierpieć na zgagę, wzdęcia...
Jak poskromić apetyt?

Jak poskromić apetyt?

Odchudzanie byłoby bardzo łatwe, gdyby człowiek nie miał apetytu na to lub tamto. Zwykle coś smacznego,...
Refleksoterapia dla wzmocnienia  potencji

Refleksoterapia dla wzmocnienia potencji

Refleksoterapia* zastępuje leczenie konwencjonalne, szczególnie przy niewielkich dolegliwościach. Kobieta...
Wuxia, sztylety i wielka miłość. O filmie "Dom Latających Sztyletów"
Spis treści
Wuxia, sztylety i wielka miłość. O filmie "Dom Latających Sztyletów"
Strona 2
Wszystkie strony

"dom latających sztyletów", kung-fu, wuxia, wushu, Zhang Yimou, Hero, Zhang Ziyi, Konfucjusz, Sun Zi, „Shi Mian Mai Fu”„Dom Latających Sztyletów” jest kolejnym, po „Przyczajonym tygrysie, ukrytym smoku” (2000) i „Hero” (2003), arcydziełem kina kung-fu. Ale tak to już jest, gdy za kamerą siadają wybitni reżyserzy. A takim bez wątpienia jest Zhang Yimou, twórca „Zawieście czerwone latarnie” (1991), „Szanghajskiej triady” (1995), „Drogi do domu” (1999) i „Hero”.

 

Zhang w młodości zaczytywał się w powieściach wuxia. Jednak jego ambicje nie ograniczyły się do prostej fabuły filmu kung-fu, zazwyczaj opartego na zemście. „Hero” porażał widza stroną wizualną: poprowadzeniem scen zbiorowych oraz pojedynkami w zmieniającej się kolorystyce. „Dom Latających Sztyletów” jest bardziej kameralny. Ale to nie jest zwykły film kung-fu, to także - a nawet przede wszystkim - film o wielkiej miłości, namiętności, o obowiązku, o zdradzie pokazany w niezwykle piękny, poetycki sposób.
Akcja filmu „Dom Latających Sztyletów” rozgrywa się w 859 roku n.e., w czasach gdy chińska dynastia Tang chyliła się ku upadkowi. W kraju panuje niepokój. Rząd jest skorumpowany, a cesarz niezdolny do sprawowania władzy. Powstają tajne stowarzyszenia. Największym jest Dom Latających Sztyletów. Dwaj kapitanowie w służbie cesarza: Leo (Andy Lau) i Jin (Takeshi Kaneshiro) dostają do spełnienia tajne zadanie: mają schwytać tajemniczego przywódcę Domu Latających Sztyletów. Kapitan Leo podejrzewa, że Mei (Zhang Ziyi) nowa, niewidoma tancerka z lokalu „Pawilon Piwonii” współpracuje z rebeliantami. Aresztuje ją, jednak dziewczyna nie chce udzielić żadnych informacji. Wtedy kapitanowie postanawiają użyć podstępu. Jin, udając samotnego wojownika imieniem „Wiatr”, uwalnia Mei z więzienia. Zyskuje tym samym jej zaufanie i liczy na to, że tancerka doprowadzi go do sekretnej siedziby Domu Latających Sztyletów. Wszystko idzie zgodnie z planem, jednak w czasie długiej drogi do kwatery buntowników Jin i Mei zakochują się w sobie...


King Hu i Zhang Che
Można nie lubić filmów kung-fu, ale nie sposób oprzeć się poetyckiej i wizualnej sile obrazów, które wyczarował Zhang Yimou. „Dom Latających Sztyletów” olśniewa wspaniałymi zdjęciami. Wyjątkową rolę odgrywa w nim przyroda. Jest ona nie tylko tłem, ale osobą dramatu, nosicielem jego filozofii. Miłość Jin i Mei rozwija się na tle przyrody, zespolona z urodą lasu, z jego zmieniającymi się kolorami (zielonym, żółtym, pomarańczowym, czerwonym), z rytmem natury. Każda z licznych walk jest zrealizowana w odmienny sposób. Oglądamy pojedynki z wykorzystaniem mieczy, włóczni, łuku, bambusowych kijów. Walki odbywają się na ziemi ale także i na koniach. W powietrzu często fruwają sztylety, które - jak to w filmach wuxia - wbrew prawu grawitacji zmieniają tor lotu. Starcie w bambusowym zagajniku odbywa się jednocześnie na ziemi i wysoko wśród bambusów. Dwoje kochanków odpiera żołnierzy atakujących ich z drzew. Ogromne wrażenie robią sceny z Pawilonu Piwonii. Kapitan Leo rzuca orzeszkami w rozstawione dookoła bębny, a niewidoma tancerka Mei musi rozpoznać, w który bęben trafił orzeszek i trafić w niego potem długimi zwiewnymi rękawami swego stroju.
Ostatnia walka rozpoczyna się w scenerii jesiennej, a kończy w zimowej, podczas dużych opadów śniegu. Rozegrana jest niczym opera z umierającymi na scenie śpiewakami-aktorami.


Zhang Yimou odwołuje się w swoim filmie do klasyków kina kung-fu: do reżyserów King Hu i Zhang Che. King Hu (autor m.in. „Touch of Zen” - 1969 i „The Fate of Lee Khan” - 1973, legendarnego filmu z Angelą Mao, pokazywanego ponad 3 lata w Hongkongu przy kompletach na sali), inspirację do swoich filmów czerpał z opery pekińskiej. Chodzi tu o charakterystyczny sposób poruszania się bohaterów na ekranie, a także o taniec, balet. Ten oryginalny twórca z opery pekińskiej wykreował akcję. Wcześniej w Hongkongu najpopularniejsze były melodramaty i filmy historyczne, w których oczywiście były walki kung-fu, ale była to raczej bezładna bijatyka. Dopiero King Hu, na początku lat 60., wprowadził do pojedynków rytm, choreografię, tak bardzo związaną z tańcem, z baletem. Dzięki niemu walka zaczęła być prawdziwym, niezwykle ekspresyjnym, pełnym akrobacji artystycznym widowiskiem. Jednocześnie King Hu odwołał się także do muzyki i malarstwa. W swoich filmach zaczął  pokazywać, tak bardzo charakterystyczne dla chińskiego malarstwa, puste przestrzenie, widoki, krajobrazy bez ludzi. Reżyser zwrócił także większą uwagę na muzykę, która przestała spełniać w jego filmach tylko funkcję czysto ilustracyjną. Muzyka, ściśle związana z treścią filmu, wiele mówiła o bohaterach. O ich charakterach, wzajemnych relacjach.


W tym samym czasie inny reżyser, Zhang Che (autor m.in. nakręconego w 1967 roku filmu „The One-Armed Swordsman”) wniósł do filmów kung-fu także coś ważnego. O ile można powiedzieć, że King Hu wprowadził do filmów kung-fu choreografię walk tak bardzo związaną z tańcem, to Zhang Che wniósł technikę walki i pogłębioną psychologicznie postać głównego bohatera. W jego filmach walczący przeciwnicy osiągają prawdziwe mistrzostwo w posługiwaniu się kung-fu. Ale też walki są bardzo realistyczne, dość brutalne. Filmy Zhang Che są bardzo pesymistyczne w wymowie. Ich bohaterem jest twardy, nieugięty, zdecydowany na wszystko mężczyzna. Rodzaj samotnika-straceńca, który zwykle na końcu ginie. W podobnym stylu co Zhang Che, tworzył w USA swoje filmy Sam Peckinpah (m.in. „Dzika banda”). Teraz godnym następcą King Hu, Zhang Che i Peckinpaha jest John Woo („Dzieci triady”, „Kula w łeb”, „Byle do jutra”, „Mission: Impossible 2”).



 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież