SPOTKANIA Z... - NOWA KSIĄŻKA SŁAWOMIRA ZYGMUNTA / NEW BOOK BY SŁAWOMIR ZYGMUNT
60 fascynujących rozmów, jakie Sławomir Zygmunt przeprowadził z niezwykłymi ludźmi (m.in. Zdzisław Beksiński, Jerzy Duda-Gracz, Grażyna Szapołowska, Ewa Dałkowska, Barbara Sass-Zdort, Gustaw Holoubek, Roman Wilhelmi, Przemysław Gintrowski, Bogdan Chorążuk, Krzysztof Krauze.
Z WIATREM - NOWA PŁYTA SŁAWOMIRA ZYGMUTA / NEW ALBUM BY SŁAWOMIR ZYGMUNT
Wiosna bez papierosa
Zima musi minąć, taka jej natura. Idą ciepłe dni i wspaniałe odrodzenie natury. Dla naszego ciała to znakomity czas na oczyszczenie. Pierwsze, co możesz zrobić, to RZUCIĆ PALENIE! Tej wiosny na pewno się uda! Proponujemy wypróbować unikatową metodę. Polega na połączeniu starej medycyny (akupunktura) oraz specjalnych ćwiczeń stymulujących oczyszczanie się płuc.
Miłość na pełnym etacie
Wiosna to pora miłosna. Czas oczarowań i uniesień opisywanych kaskadami słów piosenek i wierszy.
Sam Peckinpah - ostatni straceniec Hollywoodu
Sam Peckinpah nakręcił 14 filmów. Był reżyserem kłopotliwym dla producentów, znanym z niedotrzymywania terminów, ostrego picia i niepohamowanego języka. A jednak jego nazwisko na trwałe weszło do historii kina.

8 czerwca 2014
Pobudka o 5. rano, godzinę później Maki, zaprzyjaźniony Grek z OIKIPA, trochę podobny do Greka Zorby (grał go, jak pamiętamy, Anthony Quinn) zabrał nas samochodem w góry Erymanthos, nieopodal Patras. Po godzinnej jeździe dojechaliśmy do małej wioski. Tam czekaliśmy godzinę, do 8.00, na pozostałych uczestników wycieczki (wyszło na to, że mogliśmy spać do 6.30, a i tak zdążylibyśmy na 8.00), Ludzie, którzy wzięli udział w tej wycieczce spotykają się raz w roku, w czerwcu, kiedy wypuszcza się owce na laki (po naszemu hale) i świętują. Pochodzą (lub ich rodziny) wszyscy z tych okolic i stworzyli rodzaj klubu, stowarzyszenia. I właśnie do nich dołączyli nas nasi greccy przyjaciele. Kiedy już wreszcie wszyscy się zebrali poszliśmy w górę, ale nie wąską ścieżką, jak w Tatrach, tylko dość szeroką bitą drogą, po której z powodzeniem mógł przejechać samochód. Podejście nie było bardzo trudne, strome, ale przy ostrym słońcu można się było zmęczyć. Wiele osób nie dawało rady, wtedy podjeżdżały terenowe samochody i... zabierały ich na szczyt. A właściwie pod szczyt, gdzie ustawiono stoły i krzesła oraz zainstalowano na specjalnym stoliczku sprzęt grający. Bliżej drogi, na specjalnych stołach kobiety przygotowały typowe greckie jedzenie (musaka, sałatki itd.). Było go mnóstwo, można było jeść i pić do woli. Każdego, kto dotarł na szczyt, witano winem lub tenturą (coś w stylu naszej nalewki, ale robionej tylko w Patras i okolicy). Kiedy już wszyscy się zebrali na górze, nie muszę dodawać, że my, jako jedni z nielicznych, weszliśmy na szczyt, kierownik wycieczki wygłosił słowo wstępne i rozpoczęła się biesiada. Potem Grecy zaczęli tańczyć, wzbudzając mój niekłamany zachwyt. Najlepiej tańczyli starzy ludzie, kobiety i mężczyźni. Przyglądałem im się dłuższą chwilę, aż w końcu nie wytrzymałem. Bardzo chciałem zatańczyć z Grekami i oto nadarzyła się okazja. Kroki nie były jakoś specjalnie trudne, więc po chwili szło mi całkiem nieźle. To była stara grecka muzyka z elementami tureckimi, rozpoznawalna zwłaszcza po charakterystycznym zaśpiewie. Taniec był troszkę podobny do naszego ludowego chodzonego. Grecy trzymając się za ręce stworzyli krąg i chodząc dookoła wykonywali charakterystyczne kroki. Co chwila ktoś wchodził do środka kręgu kobieta lub mężczyzna, i tańczył solówkę, czasami tańczyli w środku kręgu razem, ale rzadko. Pozostali stojąc dookoła rytmicznie klaskali. Jest w greckim tańcu coś mistycznego. Najpierw patrzyłem na nich jak urzeczony, a potem zatańczyłem porwany przez ich muzykę. Przypomniał mi się film (i książka) "Grek Zorba" i myślę, że dopiero teraz, tak naprawdę, zrozumiałem, co miał na myśli Zorba, namawiając Anglika do tańca. Wtedy na szczycie podczas zabawy widziałem roześmiane greckie twarze, dowcipkujących mężczyzn, kobiety, które co chwila podchodziły do naszego stołu i częstowały mnie greckimi przysmakami. Nasz Grek Zorba mówił mi, że to wcale nie jest taki częsty widok, by obcokrajowiec z nimi tańczył. Jak równy z równym - tak powiedział, choć myślę, że trochę przesadził, w każdym razie było mi bardzo miło. Na co dzień w Grecji jednak nie jest tak wesoło, widać kryzys, biedę. W piątek wieczorem na głównej ulicy Patras odbyła się demonstracja. Magda, żona Jorgosa, powiedziała, że z uczelni zwolniono tysiąc osób (z administracji) i to właśnie oni wyszli ze swoimi rodzinami na ulicę.

9 czerwca
Tym razem praca w biurze OIKIPA, przygotowywanie materiałów informacyjnych do kampanii przeciwko sprzedaży plaż.

10, 11, 12 i 13 czerwca

W tych dniach pracowaliśmy w Merimna Center, specjalnym ośrodku dla ludzi opóźnionych w rozwoju i chorych na autyzm. W sumie tam było ok. 120 takich osób, w większości autystycznych. Ci, którzy mieszkali w Patras byli przywożeni rano do ośrodka i zabierani do domu o godzinie 17.00. Zaś ci, którzy nie mieszkali w Patras, byli zakwaterowani w ośrodku od poniedziałku do piątku i na weekend byli zabierani do swoich rodzin. Terapia w ośrodku Merimna polega na pracy fizycznej, zajęciach muzycznych, plastycznych, nauce gotowania i pracy w kuchni. W ten sposób usiłuje się tych ludzi przysposobić do życia. To jest ośrodek podobny do znajdującego się w Warszawie Centrum Rehabilitacji, Edukacji i Opieki TPD "Helenów". W ośrodku "Helenów" w zeszłym roku pracowali Jorgos, Magda i Tasos, wolontariusze z OIKIPA. Nasza praca polegała na usuwaniu chaszczy z boiska do koszykówki, nieużywanego od kilku lat. Pracowaliśmy z kilkoma młodymi mężczyznami z Merimna Center. Bardzo się polubiliśmy, do tego stopnia, że gdy przyjeżdżaliśmy w następnych dniach ci mężczyźni już na nas czekali. Greccy terapeuci mówili nam, że kontakt z nami, bardzo dobrze na nich wpłynął, uspokoili się, przestali być agresywni, co czasem się zdarzało. W trakcie pracy w Merimna Center wziąłem udział w zajęciach z muzyki. Zagrałem kilka swoich piosenek, a uczestnicy tych zajęć, wspólnie z muzykoterapeutką Greczynką Jotą, która akompaniowała na gitarze, zaśpiewali kilka greckich piosenek.
Pracownicy i uczestnicy Merimna Center bardzo nas polubili, o 13.00 zapraszali nas na lunch. My podarowaliśmy im słodycze z Polski (trochę tego się uzbierało). Dyrektorka i pracownicy ośrodka nie kryli wzruszenia. Następnego dnia sprawiedliwie rozdzieliliśmy je i rozdaliśmy wszystkim uczestnikom Merimna Center.

10 czerwca 2014

Wieczorem poszliśmy z Atheną do starożytnego rzymskiego teatru Odeon, gdzie siedząc na wielkiej widowni pod gołym niebem oglądaliśmy zabawną sztukę "Satanis", z dużą ilością piosenek, można więc uznać ją za musical. W Odeonie każdego lata odbywają się koncerty, spektakle teatralne (m.in. antyczne tragedie), na widowni może zasiąść 2300 osób. Na spektaklu "Satanis" widownia była pełna. Co chwila publiczność wybuchała śmiechem. Athena tłumaczyła nam zarys fabuły i co zabawniejsze dialogi. Siedząc na widowni wyobrażałem sobie, jak w starożytności odbywały się w tym miejscu przedstawienia.

12 czerwca 2014
Wieczorem w pięknej konferencyjnej sali Agora Building odbył się Dzień Polski. To tam zagrałem koncert. Dopiero trzecia gitara, którą mi pożyczyli Grecy, nadawała się do grania. Do sali na 80-100 miejsc, przyszło ponad 70 osób. Podobno czegoś takiego w Patras jeszcze nie było na podobnych imprezach. Na początku Tasos opowiadał interesująco o Warszawie i prezentował zdjęcia naszej stolicy, które zrobił podczas ubiegłorocznej wizyty Greków z OIKIPA w Polsce. Trwało to około 40 minut. Potem ja zasiadłem do mikrofonów i zacząłem swój występ. Zapowiadałem tytuły po polsku i po angielsku, czasami opowiadałem, ale krótko, o okolicznościach powstania piosenki, tłumaczka przekładała to na język grecki. Teksty moich piosenek po grecku ukazywały się nad sceną, tak by publiczność wiedziała o czym śpiewam. Wszystkie piosenki bardzo się podobały, a refren "Białej lokomotywy" Grecy zaśpiewali razem ze mną. W ogóle nie byłem zaskoczony znakomitym odbiorem dwóch wierszy Krzysztofa Kamila Baczyńskiego ("Pragnienia" i "Kolęda"), które zaśpiewałem. Po raz kolejny mogłem się przekonać, że dobry wiersz, nawet w przekładzie się obroni. Na końcu zagrałem "Suzanne" Leonarda Cohena i powiedziałem, że Cohen w latach 60. kupił dom na greckiej wyspie Hydra, gdzie napisał wiele wspaniałych ballad. Opowiedziałem także Grekom o moim tańcu w górach, o tym, że to było dla mnie wielkie przeżycie, które na zawsze będę nosił w sercu. Grecy długo bili brawo, potem podchodzili z gratulacjami. Pierwszy podbiegł Jorgos, powiedział, że zagrałem fantastycznie. Grecy pytali o Polskę, o Warszawę, o kulturę, o ekologię. Rozmowom nie było końca.

Sławomir Zygmunt

Przeczytaj także "Dziennik mojej podróży - Grecja 2014 - część 2".